sobota, 21 lutego 2015

Półsłupki, krzyżyki i róża


Szydełkowe etui na telefon to moja najnowsza praca. Dłubałam przy niej niecały tydzień, ale gdybym się spięła, byłabym w stanie uporać się z nią w kilka godzin. Etui to zwykły prostokąt robiony półsłupkami, ozdobiony haftem krzyżykowym. Półsłupki tworzą coś na kształt kanwy, więc wyszywa się na nich bardzo wygodnie.




Etui ma zapięcie na guzik z pętelką. Moje poprzednie ubranko na telefon nie miało zapięcia, co po pewnym czasie okazało się dość kłopotliwe - ze sweterka rozciągniętego na skutek częstego używania telefon lubił wypadać. Teraz ryzyka wypadnięcia nie ma, jest za to ryzyko, że nie odbiorę telefonu - bo będę walczyć z zapięciem.




środa, 18 lutego 2015

Wspólne dzierganie i czytanie - 19


Dziś środa, więc dołączam do Wspólnego Dziergania i Czytania - zabawy na blogu Maknety.

Wstyd przyznać, ale już trzeci tydzień czytam tę samą książkę - "Nanę" Emila Zoli. Jakoś tak mi się porobiło, że wolne chwile, które udaje mi się wygospodarować, wolę poświęcać na inne przyjemności niż czytanie. Szydełkowanie niewątpliwie na tym zyskuje - wzięłam się za trzy rzeczy naraz. Pracuję w tej chwili nad kompletem czterech malutkich serwetek (to te kordonki w koszyczku), babcinymi serduszkami (to te kółeczka z przodu) oraz etui na telefon (nie ma go na zdjęciu, bo jest czarne i niefotogeniczne).

Małe serwetki z kordonków robię według tego wzoru - KLIK. Wymyśliłam sobie, że każda serwetka będzie w innym kolorze. Musztardowożółta jest już gotowa, czerwona właśnie się robi, a jasnoniebieska i bladoróżowa czekają na swoją kolej.

Babcine serduszka, które robię z pomarańczowej, różowej, czerwonej i zielonej bawełny, wyglądają trochę jak babcine kwadraty. Pomysł i opis wykonania znalazłam na blogu Bunny Mummy (KLIK).

Niefotogeniczne etui na telefon, które nie załapało się do zdjęcia jest na razie na etapie nieciekawego prostokąta, więc i tak nie ma co pokazywać. Chciałabym później ozdobić je haftem krzyżykowym - bardzo podobają mi się krzyżyki wyszywane na różnych szydełkowych wyrobach i mam ochotę zobaczyć, jak mi to wyjdzie.

zabawa u Maknety

sobota, 14 lutego 2015

Herbaciane Walentynki


Nie jestem wielką entuzjastką celebrowania Walentynek, ale postanowiłam wykorzystać je jako dobrą okazję do wydziergania czegoś z serduszkiem - nigdy wcześniej nie wykorzystywałam tego motywu.

Walentynkowy komplet umilający picie herbaty, złożony z ocieplacza na kubek i podstawki, powstał błyskawicznie i jakby mimochodem - ani się obejrzałam, a już był gotowy. Mam wrażenie, że więcej czasu zajęło mi robienie zdjęć gotowego udziergu niż jego dzierganie.

Zarówno sweterek na kubek, jak i podkładka są robione półsłupkami. Ocieplacz jest zdejmowany, zrobiłam mu zapięcie z guziczków i pętelek. Użyłam włóczek bawełnianych Almina i Inter-Fox Supreme.








sobota, 7 lutego 2015

Różowe podkładki


Komplet sześciu różowych podkładek to moje najnowsze dzieło. Szydełkowanie szło mi dosyć szybko, bo podkładki są bardzo ażurowe i więcej w nich dziur niż nici ;)

Każda z podkładek ma około 12 cm średnicy. Wykrochmaliłam je Ługą rozcieńczoną wodą w proporcji 1:1. Są sztywne jak wafel - tak jak lubię.

Podkładki zrobiłam z bawełny VSV Scarlet, która w jednych sklepach występuje jako kordonek, w innych jako włóczka, a ja zdałam sobie sprawę, że nie umiem rozstrzygnąć czym ta bawełna jest. Jakie jest kryterium odróżniające włóczkę od kordonka? Surowce takie same, technologia produkcji taka sama, jedyne różnice jakie jestem w stanie wyłapać to grubość przędzy i różne sposoby zwijania. Jeśli czyta mnie ktoś mądry, będę wdzięczna za podpowiedź :)








środa, 4 lutego 2015

Wspólne dzierganie i czytanie - 18


Dziś środa, więc dołączam do Wspólnego Dziergania i Czytania u Maknety. Po zeszłotygodniowej nieobecności śpieszę donieść, że przykleił się do mnie kolor różowy. Nigdy nie przypuszczałam, że się z różowym polubię, a tu proszę - nie mogę go zdjąć z szydełka. Po cukierkowych serwetkach, w których różowy odgrywał istotną rolę, przyszła pora na stuprocentowo różowe podkładki pod kubki, które teraz dziergam.

Jeśli chodzi o czytanie, to właśnie zaczęłam "Nanę" Emila Zoli. Bardzo lubię dziewiętnastowieczną literaturę, a odkąd przeczytałam "Germinala" nie opuszcza mnie chęć poznania całej twórczości Zoli. Póki co, mam za sobą trzy książki z cyklu Rougon-Macquart, "Nana" będzie czwartą. Jako że cykl liczy sobie dwadzieścia tytułów, lektur mi nie zabraknie ;)


zabawa u Maknety

sobota, 31 stycznia 2015

Moja pierwsza mandala


Mam ogromną słabość do szydełkowych mandali. Hipnotyzują mnie kolorowe, koncentrycznie ułożone wzory. Uwielbiam na nie patrzeć, potrafię spędzić niemożliwie dużo czasu na przeglądaniu zdjęć przedstawiających mandale. Zdecydowanie mniej czasu poświęcam ich robieniu, ale mam nadzieję, że jeszcze się poprawię.
Do tej pory zrobiłam dwie mandale z włóczki i jedną mandalopodobną serwetkę. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać pierwszą z moich mandali, która powstała rok temu. Byłam i nadal jestem z niej bardzo dumna i ciągle nie mogę się na nią napatrzeć. Jest dla mnie ważna również z tego względu, że sporo się przy niej nauczyłam i przy okazji nabrałam pewności siebie w szydełkowaniu.


Przy tej mandali po raz pierwszy w mojej dziewiarskiej karierze zrezygnowałam ze ścisłego trzymania się wzoru i połowa robótki jest jedną wielką improwizacją.
Przy tym projekcie również po raz pierwszy sama wybierałam kolory - przedtem zwykle korzystałam z gotowych palet, a tym razem po prostu wysypałam na podłogę wszystkie motki i siedziałam wśród nich przez pół dnia, kombinując co z czym. Efekt pozytywnie mnie zaskoczył i od tej pory czuję się zdecydowanie pewniej w wybieraniu kolorów. Nadal chętnie korzystam z palet barw, które chomikuję na Pintereście, ale wiem, że bez nich też sobie poradzę.
Robiąc tę mandalę robiłam też  po raz pierwszy pikotki i pamiętam, że wydawały mi się wtedy strasznie trudne.



Bardzo miło wspominam pracę nad tą mandalą, a efekt, jaki udało mi się osiągnąć, cały czas mnie cieszy. Doceniam też jej wartość terapeutyczną - kiedy mam gorszy dzień i nic mi się nie udaje, patrzę sobie na moją mandalę i myślę: "Ejże, jeszcze nie jest ze mną tak źle, skoro potrafię robić takie ładne rzeczy." A Wy pocieszacie się czasem swoimi robótkami w ten sposób?





sobota, 24 stycznia 2015

Cukierkowe serwetki


Sześć serwetek w cukierkowych kolorach powstało... z braku weny. Brakuje mi chęci na szydełkowanie czegoś poważniejszego, ale nie potrafię w ogóle nie szydełkować, więc wzięłam się za wypróbowywanie wzorów i oto efekt! Małe stadko serwetek, które nie sposób nazwać kompletem, bo - choć łączą je kolory - każda jest z innej bajki. Największa ma 27 cm średnicy, a najmniejsza 10 cm. Jedne podobają mi się bardziej, inne mniej. Niektóre wzory mnie rozczarowały, bo schematy wyglądały zachęcająco, a gotowe serwetki są takie sobie, inne z kolei zachwyciły mnie tak bardzo, że na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę i zrobię w jakichś innych wersjach kolorystycznych.











Moją absolutną faworytką jest ta serwetka:


Wszystko mi się  w niej podoba - kwiatek w środku, pikotki, liściopodobny brzeg. Wybaczam jej nawet to, że wymaga robienia potrójnych słupków, których wyjątkowo nie lubię. Na pewno wrócę do tego wzoru - chciałabym zobaczyć, jak wygląda w wersji robionej z kordonka.




Serwetki robiłam z włóczek bawełnianych: Almina (jasny róż, brązowy), Catania Fine (czerwony), VSV Scarlet (ciemny róż, żółty).