środa, 8 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie - 3


Miniony tydzień był - podobnie jak kilka poprzednich i zapewne wiele następnych - zdominowany przez kwadraty na pled, które wytrwale dziergam. Dorabiam im białe obramienia, żeby pled nie porażał aż tak bardzo pstrokacizną.

Jeśli chodzi o książki, to czytam teraz "Martę" Elizy Orzeszkowej. Sięgnęłam po nią, bo bardzo lubię polską literaturę z drugiej połowy XIX wieku. I mimo, że książka Orzeszkowej nie dorównuje arcydziełom Prusa czy Reymonta, to wciąż jest powieścią wartościową.

Opisana w niej historia jest banalna – tytułowa Marta, młoda matka, po nagłej śmierci męża jest zmuszona samodzielnie utrzymać siebie i dziecko. Na pomoc rodziny nie może liczyć, a ponieważ pochodzi ze środowiska ziemiańskiego, nie ma też wykształcenia ani umiejętności, które pozwalałyby jej liczyć na samą siebie. Próbuje pracować, jednak każda z nielicznych, oferowanych jej posad, okazuje się zbyt wymagającą dla kobiety wychowanej w sposób, który przygotował ją do roli żony, matki i ozdoby salonu, ale nie przygotował do samodzielnego życia. Jak sama stwierdza: "Ubóstwo i potrzeba pracy zaskoczyły mię niespodzianie. Nic mię nie uzbroiło przeciw pierwszemu, nic nie nauczyło drugiej..."
Nieszczęśliwe położenie Marty nie jest jednak tylko jej osobistym problemem – jest problemem społecznym. Urodziła się w świecie, gdzie edukacja dla kobiet w zasadzie nie istnieje, a praca dostępna jest niemal wyłącznie dla mężczyzn. Świat ten zaoferował jej tylko jedną drogę życiową – niestety wiodącą do tragedii.
Orzeszkowa opisując dzieje swojej bohaterki, pokazuje, jak destrukcyjna dla ludzkiej psychiki jest nieumiejętność zdobycia i utrzymania pracy, która w konsekwencji prowadzi do konieczności życia z jałmużny i utraty szacunku do samego siebie. Pokazuje również szkodliwość społecznych mitów i stereotypów, które spychają kobiety na margines.
Książka jest ciekawym studium epoki, które warto poznać, aby przypomnieć sobie, co zawdzięczamy ruchowi kobiecemu, ale też uświadomić sobie, że feminizm nie jest przeżytkiem, bo historie takie, jak opisana w książce wciąż się zdarzają – ile kobiet we współczesnej Polsce byłoby w stanie z własnej pensji utrzymać siebie i dziecko? Ile samotnych matek żyje w nędzy i na granicy upodlenia?
W odbiorze tekstu może nieco przeszkadzać archaiczny język Orzeszkowej, z drugiej strony jest to świetna okazja, aby docenić urodę polszczyzny odmiennej od tej, którą posługujemy się na co dzień.

zabawa u Maknety

25 komentarzy:

  1. Jak ciekawie przedstawiłaś tę książkę, aż chce się po nią sięgnąć. Temat, jak by się tak przyjrzeć, niekoniecznie z innej epoki. Oczywiście - do edukacji mamy dostęp, ale taka sytuacja życiowa może zdarzyć się i współcześnie.
    Piękne te kwadraty!
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między innymi za to lubię dziewiętnastowieczną literaturę - jest zaskakująco aktualna (co czasem niepokoi, bo wychodzi na to, że postęp to ściema).

      Usuń
  2. Zaskoczyłaś mnie ta literaturą, bo w końcu do tej autorki sięgamy tylko w szkole, ale wiem z własnego doświadczenia, że miłe są taki powroty. Plus te cudowne kwadraciki... Pełna jesienna zaduma. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie jak Monotema jestem zaskoczona wyborem lektury. Sama czytałam dużo Orzeszkowej, ale dawno temu. Wtedy mi sie podobało. Jestem ciekawa, jak teraz bym odebrała język i sposób opowiadania historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie jak moje poprzedniczki zaskoczona jestem lekturą chociaż "Martę" czytałam. Nieodmiennie zachwyca mnie Twój sposób szydełkowania :) Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem zaskoczona Waszym zaskoczeniem, nie sądziłam, że "Marta" jest jakąś ekstrawagancką książką ;)

      Usuń
  5. Ta książka nie jest ekstremalna. Może nizbyt na czasie. Ja ją czytałam w liceum jako jedyna z damskiej klasy i wtedy też to było dla innych dziwne. A warta do przeczytania jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. O widzisz...sięgnę może po "Martę" chyba nigdy tej książki nie czytała. Ja polecam "Komediantkę" Reymonta.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale śliczne te twoje kwadraciki, takie równiutkie jak spod linijki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu wybrałam najładniejsze do zdjęcia, krzywulce nie przeszły castingu ;P

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy wybór lektury - przyznaję, że niezbyt chętnie sięgam po książki starsze niż XX wieczne, ale Twoja recenzja pokazuje, że nie taki diabeł straszny i że czasem, choćby dla odmiany warto przekroczyć mur przyzwyczajeń. analogie do współczesności wydają się jeszcze dodawać takiemu połączeniu pikanterii...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma to jak polska klasyka :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię ten język, lubię te czasy. Ale z szydełkiem nie potrafię się zaprzyjaźnić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ładne kwadraciki, akurat mnie pstrokacizna wcale nie przeszkadza. Wystarczy spojrzeć na ostatni kocyk z babcinych kwadratów, który zrobiłam :) :)
    Co prawda łączyłam je czarną włóczką ale jest cygański. Zgodnie zresztą z nazwą wzoru ze strony Dropsa...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. I ja się podpisuję pod dziewczynami - jestem zaskoczona doborem lektury, ale i czuję się zachęcona do jej przeczytania, bo pięknie o niej piszesz :) Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. No, no ksiązka super z tego co piszesz. Kwadraciki przepięknie skomponowane kolorystycznie

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę dopisuję do kolejki do przeczytania. A za cierpliwość do kwadracików podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. podziwiam cierpliwość z tymi kwadracikami, ja zawsze wymiękałam po paru i mimo dobrych chęci nigdy dzierganego pledu się chyba nie dorobię :)
    Za Orzeszkową nie przepadam, ale ta Marta mnie zaciekawiła, może kiedyś przy niej przysiądę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie przepadasz, to raczej nie polecam, bo styl Cię wykończy.

      Usuń
  16. Lubię Orzeszkową ale Marty nie czytałam:) Wpisuję na moja listę:) No a pled będzie boski:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hm... Tytuł mi nic nie mówi, ale jak opisałaś fabułę, to coś mi zaczęło świtać w głowie i jednak czytałam :) dawno temu co prawda, ale historia mnie na tyle poruszyła, że zaczęłam mieć swego czasu mocno feministyczne poglądy^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to Orzeszkowa osiągnęła swój cel :D

      Usuń
  18. Dzięki białemu obramowaniu pled będzie delikatny, mimo że dosyć kolorowy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pledzik bedzie przepiekny! Wspaniale kolorki wybralas! Osobiscie takze lubie czasem siegnac po ksiazki z dawnych lat, Jako dorosla osoba zupelnie inaczej do nich podchodze, wiecej rozumie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękne te kwadraciki, podobają mi się kolory. Mój pled z kwadracików był o wiele bardziej pstrokaty. Tylko łącząca je czerń jakoś to wszystko zbierała w całość znośną dla oka...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!