Miniony tydzień był - podobnie jak kilka poprzednich i zapewne wiele następnych - zdominowany przez kwadraty na pled, które wytrwale dziergam. Dorabiam im białe obramienia, żeby pled nie porażał aż tak bardzo pstrokacizną.
Jeśli chodzi o książki, to czytam teraz "Martę" Elizy Orzeszkowej. Sięgnęłam po nią, bo bardzo lubię polską literaturę z drugiej połowy XIX wieku. I mimo, że książka Orzeszkowej nie dorównuje arcydziełom Prusa czy Reymonta, to wciąż jest powieścią wartościową.
Opisana w niej historia jest banalna –
tytułowa Marta, młoda matka, po nagłej śmierci męża jest
zmuszona samodzielnie utrzymać siebie i dziecko. Na pomoc rodziny
nie może liczyć, a ponieważ pochodzi ze środowiska ziemiańskiego,
nie ma też wykształcenia ani umiejętności, które pozwalałyby
jej liczyć na samą siebie. Próbuje pracować, jednak każda z
nielicznych, oferowanych jej posad, okazuje się zbyt wymagającą
dla kobiety wychowanej w sposób, który przygotował ją do roli
żony, matki i ozdoby salonu, ale nie przygotował do samodzielnego
życia. Jak sama stwierdza: "Ubóstwo i potrzeba pracy
zaskoczyły mię niespodzianie. Nic mię nie uzbroiło przeciw
pierwszemu, nic nie nauczyło drugiej..."
Nieszczęśliwe położenie Marty nie
jest jednak tylko jej osobistym problemem – jest problemem
społecznym. Urodziła się w świecie, gdzie edukacja dla kobiet w
zasadzie nie istnieje, a praca dostępna jest niemal wyłącznie dla
mężczyzn. Świat ten zaoferował jej tylko jedną drogę życiową
– niestety wiodącą do tragedii.
Orzeszkowa opisując dzieje swojej
bohaterki, pokazuje, jak destrukcyjna dla ludzkiej psychiki jest
nieumiejętność zdobycia i utrzymania pracy, która w konsekwencji
prowadzi do konieczności życia z jałmużny i utraty szacunku do
samego siebie. Pokazuje również szkodliwość społecznych mitów i
stereotypów, które spychają kobiety na margines.
Książka jest ciekawym studium epoki,
które warto poznać, aby przypomnieć sobie, co zawdzięczamy
ruchowi kobiecemu, ale też uświadomić sobie, że feminizm nie jest
przeżytkiem, bo historie takie, jak opisana w książce wciąż się
zdarzają – ile kobiet we współczesnej Polsce byłoby w stanie z
własnej pensji utrzymać siebie i dziecko? Ile samotnych matek żyje
w nędzy i na granicy upodlenia?
W odbiorze tekstu może nieco
przeszkadzać archaiczny język Orzeszkowej, z drugiej strony jest to
świetna okazja, aby docenić urodę polszczyzny odmiennej od tej,
którą posługujemy się na co dzień.
![]() |
zabawa u Maknety |
Jak ciekawie przedstawiłaś tę książkę, aż chce się po nią sięgnąć. Temat, jak by się tak przyjrzeć, niekoniecznie z innej epoki. Oczywiście - do edukacji mamy dostęp, ale taka sytuacja życiowa może zdarzyć się i współcześnie.
OdpowiedzUsuńPiękne te kwadraty!
Pozdrawiam,
Asia
Między innymi za to lubię dziewiętnastowieczną literaturę - jest zaskakująco aktualna (co czasem niepokoi, bo wychodzi na to, że postęp to ściema).
UsuńZaskoczyłaś mnie ta literaturą, bo w końcu do tej autorki sięgamy tylko w szkole, ale wiem z własnego doświadczenia, że miłe są taki powroty. Plus te cudowne kwadraciki... Pełna jesienna zaduma. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Monotema jestem zaskoczona wyborem lektury. Sama czytałam dużo Orzeszkowej, ale dawno temu. Wtedy mi sie podobało. Jestem ciekawa, jak teraz bym odebrała język i sposób opowiadania historii.
OdpowiedzUsuńPodobnie jak moje poprzedniczki zaskoczona jestem lekturą chociaż "Martę" czytałam. Nieodmiennie zachwyca mnie Twój sposób szydełkowania :) Serdeczności.
OdpowiedzUsuńA ja jestem zaskoczona Waszym zaskoczeniem, nie sądziłam, że "Marta" jest jakąś ekstrawagancką książką ;)
UsuńTa książka nie jest ekstremalna. Może nizbyt na czasie. Ja ją czytałam w liceum jako jedyna z damskiej klasy i wtedy też to było dla innych dziwne. A warta do przeczytania jest.
OdpowiedzUsuńO widzisz...sięgnę może po "Martę" chyba nigdy tej książki nie czytała. Ja polecam "Komediantkę" Reymonta.
OdpowiedzUsuńAle śliczne te twoje kwadraciki, takie równiutkie jak spod linijki :)
OdpowiedzUsuńPo prostu wybrałam najładniejsze do zdjęcia, krzywulce nie przeszły castingu ;P
UsuńBardzo ciekawy wybór lektury - przyznaję, że niezbyt chętnie sięgam po książki starsze niż XX wieczne, ale Twoja recenzja pokazuje, że nie taki diabeł straszny i że czasem, choćby dla odmiany warto przekroczyć mur przyzwyczajeń. analogie do współczesności wydają się jeszcze dodawać takiemu połączeniu pikanterii...
OdpowiedzUsuńNie ma to jak polska klasyka :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Lubię ten język, lubię te czasy. Ale z szydełkiem nie potrafię się zaprzyjaźnić.
OdpowiedzUsuńŁadne kwadraciki, akurat mnie pstrokacizna wcale nie przeszkadza. Wystarczy spojrzeć na ostatni kocyk z babcinych kwadratów, który zrobiłam :) :)
OdpowiedzUsuńCo prawda łączyłam je czarną włóczką ale jest cygański. Zgodnie zresztą z nazwą wzoru ze strony Dropsa...
Pozdrawiam
I ja się podpisuję pod dziewczynami - jestem zaskoczona doborem lektury, ale i czuję się zachęcona do jej przeczytania, bo pięknie o niej piszesz :) Serdecznie pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNo, no ksiązka super z tego co piszesz. Kwadraciki przepięknie skomponowane kolorystycznie
OdpowiedzUsuńKsiążkę dopisuję do kolejki do przeczytania. A za cierpliwość do kwadracików podziwiam.
OdpowiedzUsuńpodziwiam cierpliwość z tymi kwadracikami, ja zawsze wymiękałam po paru i mimo dobrych chęci nigdy dzierganego pledu się chyba nie dorobię :)
OdpowiedzUsuńZa Orzeszkową nie przepadam, ale ta Marta mnie zaciekawiła, może kiedyś przy niej przysiądę :)
Jak nie przepadasz, to raczej nie polecam, bo styl Cię wykończy.
UsuńLubię Orzeszkową ale Marty nie czytałam:) Wpisuję na moja listę:) No a pled będzie boski:)
OdpowiedzUsuńHm... Tytuł mi nic nie mówi, ale jak opisałaś fabułę, to coś mi zaczęło świtać w głowie i jednak czytałam :) dawno temu co prawda, ale historia mnie na tyle poruszyła, że zaczęłam mieć swego czasu mocno feministyczne poglądy^^
OdpowiedzUsuńNo, to Orzeszkowa osiągnęła swój cel :D
UsuńDzięki białemu obramowaniu pled będzie delikatny, mimo że dosyć kolorowy.
OdpowiedzUsuńPledzik bedzie przepiekny! Wspaniale kolorki wybralas! Osobiscie takze lubie czasem siegnac po ksiazki z dawnych lat, Jako dorosla osoba zupelnie inaczej do nich podchodze, wiecej rozumie...
OdpowiedzUsuńPiękne te kwadraciki, podobają mi się kolory. Mój pled z kwadracików był o wiele bardziej pstrokaty. Tylko łącząca je czerń jakoś to wszystko zbierała w całość znośną dla oka...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam