środa, 22 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie - 5


Po raz piąty biorę udział we Wspólnym Dzierganiu i Czytaniu u Maknety - jak na razie udaje mi się to robić systematycznie. Yay!

Moje dzierganie - jak widać na zdjęciu - idzie do przodu. Kwadraty na pled skończone, teraz je zszywam i powolutku koc zaczyna przypominać koc. Zszywanie jest potwornie nudne, ale ma tą niewątpliwą zaletę, że szybko idzie. Jest więc nadzieja, że wykończę ten pled, zanim on wykończy mnie.

W czytaniu książki wybrane według "łódzkiego kryterium", o którym wspominałam tydzień temu. Tym razem padło na "Złą krew" Grzegorza Gortata i "Złe miasto" Zygmunta Bartkiewicza.

Pierwsza z wymienionych powieści jest, wedle słów autora zamieszczonych na czwartej stronie okładki, "historią pewnego dzieciństwa". Narracja "Złej krwi" prowadzona jest z perspektywy kilkuletniego chłopca, którego lata szkolne przypadły na lata 60. XX wieku. Za pomocą oszczędnego, pozbawionego zbędnych emocji języka autor kreśli obraz z jednej strony zwykłej codzienności - tej szkolnej, rodzinnej, sąsiedzkiej, a z drugiej - historii przez duże H, która wciąż żyje w pamięci bezpośrednich świadków i uczestników wojennych wydarzeń, i która dzieje się na oczach dziecięcego bohatera-narratora.
"Zła krew" Gortata porusza trudne i ciężkie tematy - bo są tu i komunistyczne represje w 1968 roku, i antysemityzm, i Holocaust, ale dzięki surowości stylu nie przytłacza, nie gra na emocjach czytelnika.
Książka jest niewątpliwie wartościowa, jednak jest to raczej wartość dokumentacyjna niż literacka. Na pewno zaciekawi kogoś, kto lubi czytać wspomnienia i kogo ciekawią realia komunistycznej Polski.

"Złe miasto" Bartkiewicza czytało mi się fatalnie. Przyjemności z lektury zupełnie pozbawił mnie fakt, że miałam do czynienia z wydrukiem zeskanowanej książki, bo - niestety - tylko do takiej wersji tekstu udało mi się dotrzeć."Złe miasto" to opowiadanie o Łodzi z czasów strajków i walk ulicznych w 1905 roku. Nie ma tu fabuły (akurat dla mnie to nie wada, fabuła nie jest mi do czytelniczego szczęścia potrzebna) ani indywidualnych bohaterów, bohaterem zbiorowym są łódzcy robotnicy i szerzej - mieszkańcy przemysłowej Łodzi. Bartkiewicz w kilku obrazach kreśli portret miasta, "wieloludzkiej siedziby, gdzie jednak, jak powiadają, trudno o ludzi". Jest tu i wielkie bogactwo, i ogromna nędza, są konflikty, bunty pracowników, strajki i lokauty, jest eskalacja przemocy, gdy walka o godne życie zamienia się w rabunek i zbrodnię. Zło miasta ma swoje źródło w podstawowej motywacji, która napędza do działania jego mieszkańców: interes. Zysk. Geszeft. Poza pracą i bogaceniem się nie istnieje nic. Moralność zostaje zastąpiona rachunkiem ekonomicznym. "Na jakieś tam ideały my nie mamy tu czasu, ani ochoty, ani pieniędzy. My chcemy - żyć." I żyją - bogacze-prostacy, którzy wystawiają za miliony zbytkowne pałace, by popisać się majątkiem i - przy okazji - brakiem gustu. Fabrykanci, którzy znajdują naukowe uzasadnienie dla tezy, że pensja robotnika powinna wynosić "akurat tyle, aby nie umrzeć. Inaczej zaś, to krzywda dla niego". Obok nich żyje biedota, pracująca po piętnaście godzin na dobę i swój nędzny zarobek oddająca na budowę kościołów, chcąc zapewnić sobie godne życie na tamtym świecie, skoro na tym już na nic nie może liczyć.

Utwór Bartkiewicza jest mroczny, pełen drastycznych i wstrząsających opisów, plastycznie oddaje klimat fabrycznego miasta z początku XX wieku. Jednak dla właściwego odbioru tekstu niezbędna jest chociaż podstawowa wiedza o historii Łodzi, bez tego wiele fragmentów może być niezrozumiałych. Poza tym utwór pisany w 1907 roku, w okresie gwałtownego rozwoju ruchu socjalistycznego i tuż po krwawych starciach łódzkiego powstania roku 1905, jest w pewnym sensie martyrologią robotników, a to - ze względu na narzucające się skojarzenia z PRL-owską propagandą - może być dla współczesnego czytelnika mało strawne. Z tego względu "Złe miasto" jest książką w zasadzie wyłącznie dla pasjonatów historii Łodzi.


zabawa u Maknety

22 komentarze:

  1. Ciekawie zapowiada sie ta ksiazka. Pledzi tez zapowiada sie cudownie. Och zebym ja miala cierpliowsc to zrobic. Pozdrawiam serdecznie BEata

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tych opisach książek, aż muszę zapytać, czym zajmujesz się zawodowo, skoro relaksujesz się przy tak poważnej literaturze. Mi jednak fabuła jest potrzebna do szczęścia, a może po prostu jeszcze nie dałam szansy innego rodzaju literaturze.
    Koc będzie obłędny.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawodowo też zajmuję się książkami - jestem bibliotekarką :)

      Usuń
  3. Prezentujesz ciekawą niszę jeżeli chodzi o literaturę. Mało kto recenzuje tego typu książki, przynajmniej ja rzadko się z tym spotykam na środowych spotkaniach u Maknety, a przecież to wszystko takie ciekawe! Dziękuję.
    Ps. Dobrałaś bardzo ładne kolory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że moja pisanina Cię zaciekawiła :)

      Usuń
  4. A czy ty szyjesz igla normalnie? Nie lubie szyc recznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szyję igłą. Zależało mi na tym, żeby szło szybko i żebym nie zużyła za dużo włóczki, bo potrzebuję jeszcze na obramowanie, a nie chcę dokupywać.

      Usuń
  5. Ciekawa książka. Natomiast pled będzie rozkoszny. Tylko dlaczego zszywasz zamiast łączyć od razu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo tak sobie wymyśliłam tym razem ;)

      Usuń
  6. Nie mogę się napatrzeć na te twoje kwadraty. Są przepiękne, idealne, równiutkie, już się nie mogę doczekać efektu końcowego :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe recenzje, fajnie się je czytało :)) Trochę zazdroszczę pracy z książkami ^^ Kwadraty są genialne, życzę szybkiego wykończenia :D Koca oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co zazdrościć, bo tak naprawdę nie pracuję z książkami, tylko z ludźmi - a z nimi bywa różnie. Z książkami to ja mam zabawę po godzinach ;) Za życzenia wykończenia dziękuję :D

      Usuń
  8. Podziwiam cierpliwość przy dzierganiu kwadratów... ale kocyk będzie piękny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki za wykańczanie pledu, ja zawsze przegrywałam i to już na poziomie rozmiaru większej poduszki v_v także tym bardziej kibicuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pledzik bedzie super:) Chyba kiedys sie skuszę na taki:) Choćby mały dla córeczki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ te Twoje kwadraty staranne i dopieszczone! Pled na pewno będzie cudwony :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kwadracikowy kocyk zapowiada się milutko :) a książki ciężkie sobie do czytania wybrałaś...

    OdpowiedzUsuń
  13. Te kwadraciki nigdy mnie nie znudzą ;-)
    Lubie robic i lubię oglądać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ależ pięknie zapowiada się ten kocyk:) Piękne kolory, czy Ty te kwadraty od razu łączysz?

    OdpowiedzUsuń
  15. Uch, znam takie robótki, co to wykańczają człowieka... Na szczęście, wcześniej, czy później to my je wykańaczamy i można się zabrać za coś przyjemniejszego ;)
    Zazdroszczę Ci pracy ;) czasem aż żałuję, że poszłam na historię, a nie na bibliotekoznawstwo... Ale historia też nie jest zła! szkoda, że po niej pracy w zawodzie nie ma ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. "Złą krew" mam. Stoi i czeka. Pledzik z kwadratów tez zaczęłam dawno, dawno temu. Pod wpływem twoich wpisów nawet go wyciągnęłam na światło dzienne. Twój piękny. A poza tym przekonująco piszesz o książkach. I dla mnie fabuła niekoniecznie do szczęścia potrzebna. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!